Po wyjeżdzie weekendowym nie mogę sobie znaleźć miejsca ... Niestety nie ma to pozytywnego oddźwięku. Zdałam sobie sprawę, że to co uważałam za zamknięte w moim życiu wcale nie jest skończone. I co teraz ?
Na szczęście w Nowy Rok weszłam z optymizmem i ulgą, że to całe szaleństwo świąteczno-noworoczne już za mną :)
Zawsze po jakiejś imprezie w większej grupie ludzi dochodzę do wniosku, że moje życie jest fajne. Tak samo było i tym razem - niektórym ludziom tak waliło w dekiel, że z radością wróciłam do domu. A rano odwiedził mnie Egoista, zrobił obiadek do łóżka, znów się rozpędził z planami noworocznymi czyli bez zmian. Gdybym go kochała, może by mnie i uszczęśliwił, tylko czy wtedy na pewno by tak nade mną skakał ?
Dzisiaj mam doła - czuję się samotna a z drugiej strony uciekłabym od ludzi jeszcze dalej - co za pomieszanie ... Nie chce mi się jutro iść na tego Sylwestra, w domu też mi się nie chce siedzieć, więc pójdę bo to chyba lepsze rozwiązanie. Zresztą już nie mam wyjścia bo się umówiłam ...
Życzę sobie abym w Nowym Roku odnalazła namiętność do życia.